Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słodkie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słodkie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 maja 2016

Wegańska tarta z rabarbarem i truskawkami

Sezon na rabarbar w pełni, a jadąc dziś z Poznania zauważyłam pierwsze przydrożne stoisko z truskawkami. Część truskawek pochłonęłam od razu, natomiast te, które dowiozłam do domu, lekko sterane życiem w torebce foliowej znalazły się w tandemie wraz z rabarbarem w nadzieniu mojej tarty.
Baza do tarty w wersji wegańskiej - zamiast masła użyłam oleju rzepakowego z pierwszego tłoczenia i muszę przyznać, że fajnie to działa. Z racji tego, że w cieście nie ma cukru, spód do tarty na pewno sprawdzi się w jakiejś wytrawnej wersji tego dania. No i pamiętajmy o tym, że olej rzepakowy jest naturalnym źródłem steroli roślinnych oraz witaminy E i dlatego warto o nim pamiętać:).






Tarta z rabarbarem i truskawkami

Spód tarty:
2 2/3 kubka mąki
2/3 kubka oleju rzepakowego tłoczonego na zimno
1/2 łyżeczki soli

Nadzienie:
1/2 kg truskawek
2 kubki posiekanego w plasterki rabarbaru
1/3 kubka mąki
1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
1/4 łyżeczki cynamonu
1 kubek cukru


1. Mąkę zmieszałam z solą, wlałam doń olej rzepakowy. Zmieszałam wszystko łyżką do połączenia składników. Ciastem wyłożyłam formę do tarty i podpiekłam je w temperaturze 180 stopni przez około 10 minut.

2. Wymieszałam mąkę z cukrem i przyprawami w misce. Wrzuciłam do miski pokrojone truskawki i rabarbar, całość przemieszałam tak, żeby owoce pokryły się mieszaniną mąki i cukru.

3. Wyłożyłam nadzienie na podpieczony spód i piekłam przez 30 minut w temperaturze 160 stopni.






piątek, 26 lutego 2016

Sernik nad serniki. Znowu:)

Dobra...może jestem monotematyczna, ale zakochałam się w tych amerykańskich sernikach i nie mogę przestać ich piec! Ten jest cudownie wysoki, tak kremowy, że rozpływa się w ustach pozostawiając posmak skórki cytrynowej na języku...poezja deserowa w najczystszej postaci. A ile wariacji można na temat tego sernika wykonać...dodać owoce, dolać nieco irish cream albo whisky do masy serowej, zmieszać z rozpuszczoną gorzką czekoladą - co komu w duszy gra:).
Przepis pochodzi z niesamowitej książki mojej guru cukierniczej Dorie Greenspan zatytułowanej "Baking - From my Home to Yours". 
Zmodyfikowałam recepturę nieco - oryginał woła o 900 gram serka typu cream cheese (taki jak Philadelphia) - co w naszych polskich warunkach sprawia, że ciasto to staje się cokolwiek drogie w wykonaniu. Cream cheese zawiera w sobie około 30% tłuszczu, ja szczerze mówiąc dokonałam pewnego oszustwa - użyłam 2 opakowań 350g  "Delikatnego Twarogu" President (zawartość tłuszczu 10%), jednego opakowania 250g serka mascarpone (zawartość tłuszczu około 60%) i dodałam jeszcze do masy 50g miękkiego masła. Może to nie są idealnie obliczone proporcje i operację wykonałam nieco "na oko" - efekt jest jednak świetny. Sernik absolutnie nie smakuje "chudo", jest bogaty w smaku i z aksamitną teksturą. Do ciasteczkowego spodu dodałam też nieco imbiru - moim zdaniem składnik ten dobrze rozumie się z cytryną. 


Sernik amerykański

Spód:
1,5 kubka pokruszonych herbatników zbożowych
1/2 łyżeczki mielonego imbiru
szczypta soli
5 łyżek roztopionego masła

Masa serowa:
700 gram serka homogenizowanego (u mnie Twaróg Delikatny President)
250 g mascarpone
(oba sery w temperaturze pokojowej)
50 g miękkiego masła
1 1/3 kubka cukru
szczypta soli
4 duże jajka w temperaturze pokojowej
1/2 kubka kremówki i 1/2 kubka kwaśnej śmietany 18% zmieszane razem
otarta skórka i sok z jednej cytryny

1. Ciasteczka zblendowałam na drobne okruszki, zmieszałam z roztopionym masłem i imbirem. Wyłożyłam tortownicę (średnica 24cm) papierem do pieczenia i masą ciasteczkową, trzeba ją dobrze przygnieść palcami i dobrze zrobić dookoła foremki leciutki kołnierzyk z masy ciasteczkowej.

2. Spód ciasteczkowy piekłam do lekkiego zbrązowienia w temperaturze 180 stopni (niecałe 10 minut), potem wyciągnęłam, odstawiłam do studzenia.

3. Nalałam pełny czajnik wody i wstawiłam na gaz by się zagotowała. Tymczasem umieściłam moje serki i miękkie masło w misie robota kuchennego - włączyłam mikser na dużych obrotach i mieszałam serki przez około 4 minuty. 

4. Z mikserem nadal pracującym, stopniowo dosypywałam cukier i dodałam szczyptę soli. Dodałam też skórkę otartą z cytryny i sok cytrynowy Pozwoliłam im się ubijać przez następne 4 minuty. 

5. Następnie zaczęłam wbijać jajka - po jednym, miksując około minuty przed każdym następnym. 

6. Na koniec na niskich obrotach miksera dolałam zmieszane śmietany. Całość przemieszałam jeszcze łyżką kuchenną by upewnić się, że przy ściankach nie zostały żadne "niedomieszki"

7. Foremkę owinęłam szczelnie folią aluminiową. Wlałam masę serową do tortownicy z ciasteczkowym spodem. Tortownicę umieściłam w większej formie wypełnionej zagotowaną uprzednio wodą. Całość włożyłam do piekarnika rozgrzanego do 160 stopni.

8. Sernik piekłam 1,5 godziny. Następnie wyłączyłam piec i zostawiłam sernik na następną godzinę w uchylonym piekarniku. 

9. Nadludzkim wysiłkiem wystudziłam sernik nie wyżerając ani kawałka i pozwoliłam mu dojść do perfekcji poprzez spędzenie nocy w lodówce:).

No...i na drugi dzień można jeść:)






wtorek, 19 stycznia 2016

Sernik Oreo

Nie lubię serników. Jedyny sernik, który był dla mnie dotychczas jadalny to sernik z kruszonką czekoladową mojej mamy - cała reszta cukierniczych wyrobów z twarogiem w roli głównej nigdy do mnie nie przemawiała. 
Moje negatywne nastawienie do tego ciasta zmienił jednak sernik nowojorski - taki z serków Philadelphia, pieczony w kąpieli wodnej. To zupełnie inna bajka niż ciężkie, mokre, mało słodkie (dobra, miłośnicy polskich serników, wyzywam Was, komentujcie;))) rodzime ciasta.
Ten jest o wiele bardziej kremowy i gładki - dla mnie  bomba:).
Eh,  przypomniał mi się  odcinek "Friends", ten w którym Rachel i Chandler jedzą sernik z podłogi - myślę, że gdyby mi wypadł z rąk, też nie mogłabym się powstrzymać;).




Sernik Oreo

650 g kremowego serka (Philadelphia, albo podobny)
350 g drobnoziarnistego cukru
5 dużych jaj
1/2 kubka kwaśnej śmietany
1 laska wanilii 
4 łyżki masła
11/2 kubka pokruszonych ciasteczek Oreo


1. Ważna sprawa! Składniki powinny mieć wszystkie taką samą pokojową temperaturę, więc wyciągnijcie wszystko z lodówki chwilę przed przystąpieniem do pracy:).

2. Pokruszone ciasteczka Oreo zmieszałam ze stopionym masłem. Wyłożyłam masą ciasteczkową tortownicę (dno przykryte papierem do pieczenia) i piekłam w temperaturze 180 stopni około 15 minut. Upieczony spód odstawiłam do wystudzenia.

3. Serki wymieszałam w robocie kuchennym z cukrem. Do dobrze wymieszanego serka dodałam jedno po drugim jajka i nasionka wyskrobane z laski wanilii. Nie ubijałam masy przesadnie - składniki powinny się tylko połączyć.

4. Na koniec dodałam pół kubka kwaśnej śmietany i wymieszałam do połączenia składników.

5. Masę serowo-jajeczną wylałam na ostudzony spód.Tortownicę przedtem owinęłam szczelnie folią aluminiową by zapobiec przeciekaniu . Całość umieściłam w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni, w większej blaszcze wypełnionej wodą (mniej więcej do połowy wysokości naszego sernika) i piekłam w tej temperaturze przez około 15 minut, po czym przykręciłam temperaturę do 160 stopni i piekłam dalej przez około godzinę.

6. Gotowy sernik jest idealnie płaski, nie popękany, mój zaczął się lekko złocić od pieczenia. Powinien być na tyle ścięty, że stawia lekki opór pod naciskiem palca. Pozostawiłam go jeszcze w wyłączonym piekarniku przez około 15-20 minut przy otwartych drzwiczkach. Potem wyciągnęłam, ostudziłam i nadludzkim wysiłkiem opanowałam się by nie jeść od razu - najlepszy jest wyjęty na drugi dzień z lodówki:).







poniedziałek, 19 października 2015

Brownie wg Nigela

Pisałam już jaką wielbicielką Nigela Slatera jestem? Chyba tak;). Dziś przepis z najbardziej wymorusanej kakao kartki mojego egzemplarza The Kitchen Diaries - książka sama otwiera mi się na tej stronie bo jest to wypiek, do którego jako miłośniczka czekolady bardzo często powracam. 
To ciasto jest dobre na wszelkiego rodzaju dołki, humorki...taka ilość czekolady gwarantuje porządny wyrzut endorfin. Jest bogate w smaku, cytując mistrza  - "gęste jak błoto w Glastonbury", dekadencko czekoladowe. Ja dodaję do niego jeszcze orzeszki włoskie - bo tak lubię.
Idealne podane jeszcze na ciepło z kleksem prawdziwej bitej śmietany. Yum:).



























Brownie z The Kitchen Diaries

300 g cukru
250 g masła
250 g czekolady 70%
3 jajka + jedno dodatkowe żółtko
60 g mąki
60 g kakao dobrej jakości
szczypta soli
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
garść posiekanych orzechów włoskich


1. Przygotowałam sobie blaszkę, wyłożyłam ją pergaminem do pieczenia (u mnie tortownica, Nigel proponuje kwadratową foremkę o boku 23 cm), rozgrzałam piekarnik do 180 stopni.

2. Miękkie masło utarłam przy pomocy robota kuchennego na puszystą masę z cukrem. 

3. Tymczasem 200g czekolady połamałam na kawałeczki i rozpuściłam w rondelku nad parującą wodą. Pozostałe 50 g pokroiłam w drobniejsze cząsteczki.

4. Jajka rozbiłam do miseczki i delikatnie ubiłam widelcem. Przesiałam razem mąkę, kakao,  i proszek do pieczenia wraz ze szczyptą soli. 

5. Jajka po trochu dodałam do misy robota na wolnych obrotach mieszadła, zwiększając obroty pomiędzy kolejnymi porcjami. 

6. Do mikstury maślano jajecznej dodałam roztopioną czekoladę. Na koniec dodałam przesiane suche składniki  wraz z orzechami i bardzo delikatnie całość połączyłam mieszając ręcznie.

7. Ciasto wylałam do blaszki, wygładziłam wierzch łyżką. Piekłam w piekarniku sprawdzając po około 15 minutach patyczkiem konsystencję. Brownie jest gotowe gdy patyczek wychodzi lekko lepki, ale bez surowego ciasta doń przyczepionego. Ciasto ma być wilgotne w środku i całkowicie wypieczone tylko z brzegów - nawet jeżeli wydaje nam się na początku trochę zbyt "surowe" po ostygnięciu zastyga, więc bez obaw.




środa, 19 sierpnia 2015

Tarta z kremem waniliowo-bazyliowym i letnimi owocami

Do zrobienia tej tarty zainspirował mnie przepis z ostatniego wydania magazynu Kuchnia. W rezultacie jednak, jak to często u mnie bywa, z oryginałem wspólną ma tylko ideę dodania posiekanych listków bazylii do creme patissiere. Przepis na ciasto kruche miałam lepszy - mam złe doświadczenia ze spodami do tarty, do których dodaje się surowe jajko. Natomiast w momencie gdy doszłam do kremu czasopismo już gdzieś zapodziałam, więc wykorzystałam prosty przepis na creme patissiere autorstwa Marthy Stewart.
Owoce w zasadzie można użyć dowolne, u mnie borówki amerykańskie i maliny z ogródka teściowej:).








































Tarta z letnimi owocami i kremem bazyliowo-waniliowym

260 g mąki
180g masła
1 łyżka zimnej wody
60 g cukru
szczypta soli

2 kubki mleka
6 dużych żółtek
6 łyżek cukru
6 łyżek mąki
nasionka z jednej laski wanilii
  
1. Mąkę wsypałam do miski razem z cukrem i solą, zimne masło posiekałam drobno, dodałam do mąki. Całość rozcierałam w palcach aż całe masło połączyło się z mąką i ciasto przypomina w konsystencji drobne okruchy chleba.

2. Dolałam łyżkę zimnej wody, ciasto wysypałam na stolnicę i zagniatałam szybko aż powstanie z niego kula.

3. Ostatnimi czasy wolę rozwałkowywać ciasto przed chłodzeniem - tak mi dużo łatwiej. Rozwałkowałam zatem ciasto, wyłożyłam nim foremkę do tarty, ponakłuwała widelcem i całą formę włożyłam do zamrażarki na jakieś 15 minut.

4. Po schłodzeniu ciasta, piekłam je w temperaturze 180 stopni aż się przyrumieni.

5. Tymczasem wzięłam się za creme patissiere. Zagotowałam mleko i posiekałam łyżkę listków bazylii.

6. W miseczce roztrzepałam żółtka z cukrem, mąką i wanilią. Dodałam parę łyżek zagotowanego mleka do mikstury jajecznej, rozrzedzając jej konsystencję i podnosząc temperaturę, tak by dobrze połączyła się z mlekiem.

7. Jajka wlałam do mleka, dosypałam bazylię. Krem, który momentalnie zgęstniał, doprowadziłam ponownie do wrzenia na dużym gazie, cały czas ubijając trzepaczką.

8. Zmniejszyłam gaz o połowę i mieszałam go dalej przez około 2 minuty, czekając aż zrobi się bardziej błyszczący i łatwiejszy do mieszania. Gotowy przykryłam szczelnie folią spożywczą (tak by dotykała powierzchni kremu, inaczej robi się kożuch) i odstawiłam do wystygnięcia.

9. Zimny krem wyłożyłam na upieczony spód tarty, udekorowałam poprzez wysypanie nań fury malin i borówek. Było pysznie!

piątek, 7 sierpnia 2015

Słoikowanie: konfitura brzoskwiniowa z miodem i lawendą.

Wczoraj do drugiej w nocy słoikowałam, chciałam ten przepis odłożyć na jutro ale to co mi wyszło jest tak obłędnie pyszne, że nie mogę się powstrzymać i nie podzielić się z Wami moim odkryciem od razu:).

To konfitura z lokalnych brzoskwiń, z miodem z Łazu i lawendą z mojego ogródka. Pozbawiona białego cukru, za to eksplodująca smakami podsmażonych owoców, miodu i delikatnym aromatem najpiękniej pachnącego kwiatu.


Tylko 3 składniki, a rezultat to feeria smaków i zapachu:).



Konfitura brzoskwiniowa na miodzie z lawendą

1 kg brzoskwiń
1/2 litra miodu (u mnie lipowy)
1 łyżka kwiatów lawendy


1. To konfitura dla leniwców takich jak ja, którym się nie chce obierać brzoskwiń:). Brzoskwinie pozbawiłam pestek, pokroiłam w ćwiartki, zalałam miodem, włożyłam do ciężkiego garnka i pozwoliłam im pyrkać leciutko na małym ogniu przez jakieś 2 godziny. 

2. Zostawiłam je na noc w garnku pod przykryciem i rano doprowadziłam raz jeszcze do wrzenia i gotowałam znów na malutkim ogniu, aż osiągnęłam pożądaną konsystencję - lekkiej konfitury o konsystencji lejącego miodu z większymi kawałkami owoców. Pod koniec gotowania dodałam lawendę.

3. Rozłożyłam do słoiczków i pasteryzowałam je w kąpieli wodnej.






niedziela, 26 lipca 2015

Przemyt zdrowego - muffiny cukiniowe

Jak już wielokrotnie wspominałam dziecię moje ma bardzo wybiórcze menu, z warzyw je tylko szczypiorek. Kombinuję więc jak tylko mogę, żeby mu coś zdrowego sprytnie przemycać pod postacią lubianych ciasteczek, gofrów itp.
Niedawno surfując przez odmęty kulinarnego internetu znalazłam przepis na ciasto cukiniowe ( http://www.thekitchn.com/how-to-make-zucchini-bread-157748 ) i postanowiłam je upiec w formie muffinków. 
Cukinię wyhodowałam własnoręcznie...choć w zasadzie to powinnam się przyznać, że cukinia owa nie została przeze mnie wyhodowana, a raczej przetrwała w moim ogródku pomimo wszelkich zaniedbań z mojej strony;). Jedno Wam powiem, cukinie i dynie to bardzo wytrzymałe i odporne na chwasty warzywa! Brak podlewania też znoszą przyzwoicie...



























Muffiny cukiniowe

2 średniej wielkości cukinie
3 kubki mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody oczyszczonej
2 łyżeczki cynamonu
1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
pół łyżeczki soli
2 duże jajka 
1 kubek cukru brązowego
3/4 kubka oliwy z oliwek
1 kubek posiekanych grubo orzechów włoskich

1. Rozgrzałam piekarnik do 180 stopni, przygotowałam sobie papierki do pieczenia muffinów.

2. Cukinię starłam na grubych oczkach tarki, po starciu powinna mieć objętość około 3 kubków.  Odcisnęłam ją przez szmatkę z nadmiaru soku.

3. Przygotowałam 2 miski - w jednej połączyłam ze sobą wszystkie suche składniki, w drugiej wszystkie mokre.

4. Cukinię i orzechy wrzuciłam do suchych składników i zmieszałam z nimi. Następnie wlałam zawartość "mokrej" miski do mieszaniny mączno-cukiniowej i delikatnie połączyłam składniki za pomocą drewnianej łyżki.

5. Muffiny piekłam sprawdzając czy już są gotowe przy pomocy patyczka. Można je wyjmować gdy nie przylepia się już do niego ciasto z wnętrza muffinki.

piątek, 29 maja 2015

Chocolate chip cookies - ciasteczka po amerykańsku

Oj, chodziło za mną takie ciasteczko - duże, o maślanym smaku i miękkim, lekko ciągnącym wnętrzu. Jaki jest odpowiednik słowa "gooey" w języku polskim? Ono najlepiej oddaje ideę tych ciastek:).

Ciastka te są dla cierpliwych - ciasto potrzebuje poleżakować w lodówce przynajmniej przez 24h, ale och...jak warto poczekać! No i można jeszcze przez cały wieczór wyżerać "cookie dough"  z lodówki :P

Ciastka po upieczeniu i ostudzeniu najlepiej przechowywać w zamkniętym pojemniku. Świetne są do maczania w gorącej kawie i herbacie. 

Przepis autorstwa Jacques'a Torresa, na którym bazowałam pochodzi z książki "The Essential New York Times Cookbook" Amandy Hesser.





Nowojorskie chocolate chip cookies
(przepis na 24 spore ciasteczka)

225 g mąki tortowej
225 g mąki chlebowej
1 1/4 łyżeczki sody oczyszczonej
1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 1/2 łyżeczki soli morskiej (do posypania po wierzchu, nie dodałam)
285 g miękkiego masła
280 g brązowego cukru (dałąm muscovado)
225 g cukru
2 duże jaja
2 łyżeczki ekstraktu z waniii (dałam nasionka z jednej laski wanilii)
270 g czekoladowych "piegusków" - nie miałam, użyłam tabliczki gorzkiej czekolady pokrojonej na kawałeczki)


1. Mąki przesiałam z proszkiem do pieczenia i sodą oczyszczoną i szczyptą soli.

2. W robocie kuchennym utarłam masło z cukrami aż zrobiło się puszyste - zajęło około 5 minut. Dodałam po jednym jajka, dobrze mieszając po każdym, oraz wmieszałam wanilię.

3. Redukując obroty miksera, wsypałam od razu wszystkie suche składniki i zmieszałam krótko - tylko do połączenia.

4. Dorzuciłam kawałeczki czekolady i delikatnie wmieszałam je drewnianą łyżką.

5. Ciasto w misce przykryłam szczelnie folią kuchenną i odstawiłam do lodówki - powinno tam posiedzieć przynajmniej przez 24 godziny. Można je przechowywać w lodówce i piec ciastka partiami do 72 godzin po zrobieniu.

6. Ciastka formowałam nabierając porcję łyżką, jedna powinna ważyć około 45 g. Formowałam z nich kulkę, rozpłaszczałam i kładłam na blaszce wyłożonej papierem. Trzeba uważać i nie układać ciastek zbyt blisko siebie - one rozlewają się w trakcie pieczenia i powiększają swoją powierzchnię dosyć solidnie.

7. Piekłam w 180 stopniach przez około 8-10 minut. Przy wyciąganiu z piekarnika trzeba uważać przenosząc pergamin z ciasteczkami na kratkę do studzenia - są one jeszcze bardzo miękkie. Po paru minutach twardnieją.

8. W szczelnie zamkniętym pojemniku można przechowywać je przez tydzień. Wątpię jednak żeby u mnie tak długo przetrwały;).


czwartek, 26 marca 2015

Przemyt zdrowego - ciasteczka orkiszowo-owsiane z masłem orzechowym

Czy pisałam już, że moje dziecko żywi się głównie tostami z żółtym serem? Młodzian ma niestandardowe oprogramowanie i trochę nadwrażliwości sensorycznych, a ja jestem przeciwna zmuszaniu kogoś do jedzenia, zwłaszcza, że sama byłam niejadkiem w dzieciństwie. Cóż mi pozostaje, kombinować jak koń pod górkę w jaki sposób przemycać w tych kilku akceptowanych przez moje wyjątkowe dziecko potrawach, jak największą rozmaitość wartościowych produktów.
Oto zatem ciasteczka, które Jacon lubi - słodzone syropem z daktyli i miodem, z płatkami owsianymi i orzeszkami - na pewno zdrowsze niż takie z paczki.




Ciasteczka orkiszowo - owsiane z masłem orzechowym

50 g miękkiego masła
70 ml syropu z daktyli
3 łyżki miodu
200 g dobrej jakości masła orzechowego z kawałkami orzeszków
1 jajko
100 g mąki orkiszowej
100 g płatków owsianych błyskawicznych
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1/2 łyzeczki soli

1. Masło dobrze utarłam razem z syropem daktyli i miodem, następnie dodałam jajko i porządnie wymieszałam.

2. Przesiałam mąkę z sodą oczyszczoną, wymieszałam z solą i płatkami owsianymi.

3. Połączyłam wszystkie składniki, suche z mokrymi.

4. Wykładałam łyżką na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i piekłam około 12 minut (można ciut krócej, 10 minut, ciasteczka mają tendencję do szybkiego przypalania się) w piekarniku rozgrzanym do 170 stopni.





niedziela, 8 marca 2015

Idealny duet - babeczki czekoladowe z pomarańczową nutą

Ktokolwiek jadł Terry's Chocolate Orange wie, że czekolada i pomarańcze doskonale smakują w tandemie. Dziś miałam piec chocolate cupcakes, całe szczęście wpadła mi w ręce pomarańcza, która przeniosła smaczne, acz nudne nieco babeczki w zupełnie nowy wymiar.
Ciasto wykonałam wg przepisu Dorie Greenspan,  jej receptury są po prostu fail-safe - nigdy nie zawodzą, zawsze wychodzą.







































Babeczki czekoladowe z nutą pomarańczy

Ciasto:

250 g mąki
60 g kakao
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki soli
225 g masła
300 g cukru
2 duże jajka
2 żółtka z dużych jajek
1 laska wanilii
250 ml maślanki
100 g czekolady 70% - roztopionej i przestudzonej

Krem:

200g czekolady 70%
250ml śmietanki kremówki
100 g cukru pudru
50 g masła
skórka otarta z jednej pomarańczy


1. Masło w temperaturze pokojowej utarłam w robocie kuchennym ustawionym na średnie obroty z cukrem, aż stało się puszyste. Suche składniki (mąka, proszek, soda, sól, kakao) przesiałam.

2. Jajka lekko roztrzepałam i dolewałam do masła po trochę, cały czas mieszając. Dodałam nasiona wyskrobane z laski wanilii.

3. Na najniższych obrotach wmieszałam połowę przesianych suchych składników do masy maślano-jajecznej. Dolałam maślankę, zmieszałam wszystko. Na koniec dołożyłam resztę suchych składników i mieszałam na średnich obrotach aż wszystko się dobrze połączyło.

4. Do ciasta dolałam przestudzoną, roztopioną w kąpieli wodnej czekoladę i zmieszałam wszystko drewnianą łyżką.

5. Piekłam w formie do muffinek, w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni przez około 20-25 minut, sprawdzając stan wypieczenia patyczkiem. Z podanej porcji można upiec +/- 24 babeczki.

6. Krem: Roztopiłam czekoladę w kąpieli wodnej, do roztopionej czekolady dodałam masło i mieszałam aż się rozpuści. Następnie dolałam kremówkę i porządnie wszystko zmieszałam. Przesiałam cukier puder do miski, dolałam do niego masę czekoladową i wymieszałam dokładnie. Do kremu dodałam utartą skórkę z pomarańczy. Krem wystudziłam przed nakładaniem na babeczki - gęstnieje gdy staje się chłodniejszy. 

7. Babeczki ozdabiałam kremem czekoladowo-pomarańczowym i paseczkami posiekanej skórki pomarańczowej.


środa, 4 marca 2015

Wspomnienia z emigracji - scones z dżemem:)

Znów nostalgia kulinarna mnie ogarnęła i poczułam ogromną ochotę na to by pójść do kafejki przy IMMA (dla niewtajemniczonych to Irish Museum of Modern Art) gdzie serwują najlepsze scones jakie jadłam w mym nie takim już krótkim żywocie. Niestety z mojej podzielonogórskiej wsi do Kilmainham jest troszkę daleko, postanowiłam zatem dokonać emulacji wyżej wspomnianych "skonsów" w mojej własnej kuchni. Wypróbowałam już sporo przepisów, ten jednak stanowczo najbliższy jest mojemu ideałowi.































Scones

225 g mąki
50 g masła z lodówki
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
25 g cukru
140 ml maślanki
szczypta soli
2 łyżki pełnego mleka

1. Mąkę przesiałam z proszkiem do pieczenia, sodą i szczyptą soli. 

2. Masło posiekałam w drobną kostkę, wmieszałam do mąki i rozcierałam chwilę palcami aż mąka zaczęła przypominać drobne okruchy. Nie przesadzamy w tym momencie z dokładnościa we wcieraniu masła - ważne w tych sconesach jest to aby nie "przepracować" ciasta, wtedy jest lżejsze, bardziej napowietrzone.

3. Wlałam maślankę i zmieszałam ciasto z grubsza za pomocą drewnianej szpatułki. 

4. Wyłożyłam zmieszaną masę na blat, zagniotłam 3-4 razy żeby powstała z niego kulka (nie ugniatamy więcej, bo przypominam znów, sconesy będą idealnym materiałem do wybijania okien sąsiadom).

5. Rękami rozprasowałam kulę ciasta na placek o grubości około 3 cm, wycięłam literatką sconesy i wykładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia.

6. Wierzch sconesów posmarowałam mlekiem za pomocą pędzelka do ciasta.

7. Piekłam 12 minut w piekarniku uprzednio rozgrzanym do 200 stopni. 

8. Podałam z masłem i dżemem truskawkowym z miętą i pieprzem, który zrobiłam w wakacje. Nie ma lepszego śniadanka nad to:).









niedziela, 1 marca 2015

Brioszki Dorie Greenspan

Przepis pochodzi z "Baking with Julia" mojej pieczeniowej guru Dorie Greenspan. Wymaga dobrego rozplanowania pracy, nie liczmy tutaj na instant gratification. Wysiłek jednak wynagradzają brioszki cudownie pulchne, lekkie jak piórko, rozpływające się w ustach o niesamowicie maślanym smaku. 



Brioszki z "Baking with Julia"

Składniki na rozczyn:

1/3 kubka ciepłego mleka
2 1/4 łyżeczki drożdży instant
1 duże jajko
2 kubki mąki

Składniki na ciasto:

1/3 kubka cukru
1 łyżeczka soli gruboziarnistej
4 jajka lekko rozbite w temperaturze pokojowej
1 1/2 kubka mąki
170 g masła w temperaturze pokojowej

1. Mleko, drożdże, jajo i 1 kubek mąki umieściłam w misie robota kuchennego. Delikatnie zmieszałam wszystko silikonową łopatką, do momentu aż wszystko się ze sobą połączyło.

2. Pozostałą mąką posypałam mieszaninę i odstawiłam rozczyn by odpoczął około 30-40 minut bez przykrycia.

3. Pęknięcia w pokrywającej rozczyn mące świadczą o tym, że proces przebiega pomyślnie.

4. Następnie dodałam cukier, sól, jajka i jeden kubek mąki do miski z rozczynem, umieściłam ją w robocie i ustawiłam wyrabianie hakiem na niskich obrotach. Robot mieszał przez około 1-2 minuty i jak tylko składniki lekko się ze sobą połączyły, dalej mieszając zaczęłam dosypywać po trochu 1/2 kubka mąki.

5. Kiedy ciasto wchłonęło mąkę zmieniłam ustawienia robota na średnie obroty i pozwoliłam się ciastu wyrabiać przez około 15 minut. Po tym czasie ciasto powinno zbić się w koherentną całość wokół haka miksera i "plaskać" o boki miski

6. Zanim dodałam masło, popracowałam nad nim tak by uzyskało konsystencję zbliżoną do naszego ciasta. Można je utłuc wałkiem albo rozetrzeć gałką - cokolwiek działa:). Ważne, że masło ma być gładkie, miękkie, ale nie na tyle roztopione by było tłuste i oleiste w dotyku.

7. Dodawałam po łyżce masła do misy robota nadal pracującego na średnich obrotach. W tym momencie możemy się przestraszyć gdy nasze piękne gładziutkie ciasto zacznie się nagle rozpadać i tracić konsystencję - bez obaw, należy kontynuować.

8. Kiedy całe masło zostanie dodane, podkręciłam obroty o ćwiartkę w górę i pozwoliłam się wyrabiać przez minutę, potem zmniejszyłam do średnich i dalej wyrabiałam przez około 5 minut. Co chwilę oskrobywałam boki misy robota tak by ciasto się równomiernie wyrabiało. Jeżeli po około 2-3 minutach ciasto nie zaczyna nabierać odpowiedniej konsystencji można dodać łyżkę mąki.

9. Po zakończeniu tego procesu, ciasto będzie gładkie ale nieco lepkie, może się lekko do ścianek misy.

10. Pierwsze wyrastanie: Przeniosłam ciasto do dużej wysmarowanej misy, przykryłam folią spożywczą i pozwoliłam wyrastać w temperaturze pokojowej przez około 2 1/2 godziny, dopóki ciasto nie podwoiło objętości.

11. Ciasto odpowietrzyłam unosząc brzegi lekko od spodu i pozwalając opaść do miski, powtarzając te czynność na całym obwodzie ciasta. 

12. Przykryłam ciasto w misce z powrotem folią spożywczą i odłożyłam do lodówki na noc - minimalnie ciasto powinno spędzić w lodówce 4-6 godzin. Powinno znowu podwoić swoją objętość.

13. Po tym długim schłodzeniu postanowiłam upiec brioszki w formie bułeczek. Podzieliłam ciasto na kulki, wyłożyłam na blachę pokrytą papierem do pieczenia, przykryłam folią i po raz ostatni pozostawiłam do wyrośnięcia aż bułeczki podwoiły objętość.

14. Posmarowałam za pomocą pędzelka brioszki rozmąconym jajkiem.Piekłam w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni przez około 30 minut.