sobota, 20 czerwca 2015

Dżem rabarbarowy z nutką wanilii i bergamotki

Kocham rabarbar. Najbardziej taki surowy, obrany, chrupię go maczając w cukierniczce. Udało mi na szczęście nie zjeść całego w taki sposób i to co zostało zachować w słoiku na jesienną i zimową szarugę:).
Przepis na ten dżem, który mnie zaintrygował obecnością herbaty Earl Grey na liście składników, znalazłam na stronie "Food in Jars" (link) i poddałam pewnym modyfikacjom. 



























Dżem rabarbarowy "Earl Grey"

2 kg rabarbaru
1 kg cukru
1 laska wanilii
1 kubek mocnego naparu herbaty Earl Grey
Sok z jednej cytryny
30 g pektyny owocowej


1. Rabarbar obrałam, pokroiłam w kawałeczki. 
2. Wymieszałam rabarbar z cukrem, dolałam herbatę i doprowadziłam do wrzenia mieszając.
3. Do zagotowanego dżemu dodałam nasionka z laski wanilii, sok z cytryny i pozostawiłam dżem pyrkający lekko na wolnym ogniu na około 10 minut.
4. Dodałam pektynę i gotowałam dżem przez jeszcze około 5 minut.
5. Gorący rozkładałam do wysterylizowanych słoików i pasteryzowałam w gorącej kąpieli.



wtorek, 2 czerwca 2015

Makaron z topinamburem

Topinambur przyjechał do mnie z Ukrainy, nigdy wcześniej nie jadłam tego warzywa i okazuje się, że sporo straciłam. Dowiedziałam się też, że takie żółte kwiatki, które rosną u rodziców w ogrodzie są właśnie topinamburem - muszę najechać ich z łopatką, obrabować i przesadzić troszkę do swojego ogródka.
Topinambur mnie mile zaskoczył - ma ciekawy, lekko orzechowy smak i baardzo przyjemną teksturę. Postanowiłam go przygotować z makaronem domowej roboty, na który przepis znajdziecie w tym wpisie: http://kukinarium.blogspot.com/2015/02/makaron-domowy-z-kremowym-sosem.html


Makaron z topinamburem
(dla 2 osób)

200 g bulw topinamburu
Porcja makaronu (jak w przepisie z odsyłacza)
łyżka masła klarowanego
1/2 cytryny
pół pęczka pietruszki
parmezan do posypania
sól, pieprz

1. Topinambur porządnie wyszorowałam szczoteczką, nie obierałam ze skórki. Pokrojony w cienkie plasterki gotowałam na parze przez około 5 minut.

2. Tak obgotowany podsmażyłam na maśle, doprawiwszy solą i pieprzem. Dorzuciłam doń ugotowany makaron, wcisnęłam sok z połowy cytryny, posiekaną pietruszkę i wszystko porządnie zamieszałam.

3. Podawałam posypany parmezanem. 





poniedziałek, 1 czerwca 2015

Smak wiosny, czyli młoda kapusta z botwinką i jabłkiem.

Lubię przepisy na kapustę z lekko kwaskowo-słodkawą nutą. Tutaj postanowiłam dorzucić jeszcze pęczek botwinki i była to bardzo mądra decyzja:).






































Młoda kapusta z botwinką i jabłkiem

1 niewielka główka młodej kapusty
1 pęczek botwinki
1/2 pęczka koperku
1 jabłko
2 szalotki
1 łyżka masła
1 łyżka octu jabłkowego
odronina wody
sól do smaku

1. Szalotkę posiekałam, jabłko w skórce pokroiłam na małe cząsteczki. Oba składniki podsmażyłam na maśle.

2. Do powyższego dorzuciłam posiekaną kapustę i botwinkę. Chwileczkę podsmażyłam, po czym dodałam łyżkę octu jabłkowego i podlałam odrobiną wody, by warzywa się chwilę poddusiły. Nie dusiłam ich zbyt długo, chciałam by kapusta pozostała lekko "al dente".

3. Na koniec wrzuciłam posiekany koperek i całość lekko posoliłam. Pałaszowałam z kaszą gryczaną:).






piątek, 29 maja 2015

Chocolate chip cookies - ciasteczka po amerykańsku

Oj, chodziło za mną takie ciasteczko - duże, o maślanym smaku i miękkim, lekko ciągnącym wnętrzu. Jaki jest odpowiednik słowa "gooey" w języku polskim? Ono najlepiej oddaje ideę tych ciastek:).

Ciastka te są dla cierpliwych - ciasto potrzebuje poleżakować w lodówce przynajmniej przez 24h, ale och...jak warto poczekać! No i można jeszcze przez cały wieczór wyżerać "cookie dough"  z lodówki :P

Ciastka po upieczeniu i ostudzeniu najlepiej przechowywać w zamkniętym pojemniku. Świetne są do maczania w gorącej kawie i herbacie. 

Przepis autorstwa Jacques'a Torresa, na którym bazowałam pochodzi z książki "The Essential New York Times Cookbook" Amandy Hesser.





Nowojorskie chocolate chip cookies
(przepis na 24 spore ciasteczka)

225 g mąki tortowej
225 g mąki chlebowej
1 1/4 łyżeczki sody oczyszczonej
1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 1/2 łyżeczki soli morskiej (do posypania po wierzchu, nie dodałam)
285 g miękkiego masła
280 g brązowego cukru (dałąm muscovado)
225 g cukru
2 duże jaja
2 łyżeczki ekstraktu z waniii (dałam nasionka z jednej laski wanilii)
270 g czekoladowych "piegusków" - nie miałam, użyłam tabliczki gorzkiej czekolady pokrojonej na kawałeczki)


1. Mąki przesiałam z proszkiem do pieczenia i sodą oczyszczoną i szczyptą soli.

2. W robocie kuchennym utarłam masło z cukrami aż zrobiło się puszyste - zajęło około 5 minut. Dodałam po jednym jajka, dobrze mieszając po każdym, oraz wmieszałam wanilię.

3. Redukując obroty miksera, wsypałam od razu wszystkie suche składniki i zmieszałam krótko - tylko do połączenia.

4. Dorzuciłam kawałeczki czekolady i delikatnie wmieszałam je drewnianą łyżką.

5. Ciasto w misce przykryłam szczelnie folią kuchenną i odstawiłam do lodówki - powinno tam posiedzieć przynajmniej przez 24 godziny. Można je przechowywać w lodówce i piec ciastka partiami do 72 godzin po zrobieniu.

6. Ciastka formowałam nabierając porcję łyżką, jedna powinna ważyć około 45 g. Formowałam z nich kulkę, rozpłaszczałam i kładłam na blaszce wyłożonej papierem. Trzeba uważać i nie układać ciastek zbyt blisko siebie - one rozlewają się w trakcie pieczenia i powiększają swoją powierzchnię dosyć solidnie.

7. Piekłam w 180 stopniach przez około 8-10 minut. Przy wyciąganiu z piekarnika trzeba uważać przenosząc pergamin z ciasteczkami na kratkę do studzenia - są one jeszcze bardzo miękkie. Po paru minutach twardnieją.

8. W szczelnie zamkniętym pojemniku można przechowywać je przez tydzień. Wątpię jednak żeby u mnie tak długo przetrwały;).


wtorek, 26 maja 2015

Owsianka

Oj, ostatnio Kukinarium się zapuściło...Nie miałam ani weny, ani czasu by gotować i w zasadzie żyłam na białym serze z olejem lnianym (ja biały ser z olejem lnianym mogę jeść na śniadanie, obiad i kolację tygodniami...jedzeniowo miewam czasem fazy kiedy przejawiam zachowania autystyczne;). 
Postanowiłam jednak wziąć się za swoją dietę i ją urozmaicać znów, więc oto jestem z powrotem. 
Na dobry początek to jak widzę mój idealny poranek: praktyka ashtangi, a potem owsianka - najlepsze śniadanie po porannych ćwiczeniach.
Owsiankę przez całe życie traktowałam jako jedno z dań do którego się nie przekonam - paskudną ciapę o nieciekawej konsystencji, wyzbytą jakiegokolwiek smaku, jedzenie dla niemowląt. Jednak tylko krowa nie zmienia poglądów, a jeżeli owsianka wygląda tak to...chyba tylko moje dziecko by jej odmówiło;).






































Owsianka
(porcja dla jednej mocno głodnej osoby)

50 g płatków owsianych (tu błyskawiczne)
300 ml wody
szczypta soli
pół łyżeczki dobrego masła (najlepsze irlandzkie!)
garść borówek amerykańskich 
3 morele
1 goździk i kawałek gwiazdki anyżu
2 łyżki syropu klonowego
uprażone nasionka słonecznika, dyni, siemienia lnianego do posypania


1. Płatki owsiane zalewam lekko osoloną wodą i gotuję na małym ogniu. Gdy woda się zagotuje dodaję masło i pozwalam owsiance pyrkać sobie delikatnie na małym ogniu przez około 4 minuty, aż nabierze gęstawej, kremowej konsystencji.

2. Morele umyłam, pokroiłam w cząstki i podsmażyłam przez chwilę na patelni, dolewając odrobinę syropu klonowego. Morele doprawiłam rozgniecionymi w moździerzu goździkami i anyżem. 

3. Gotową owsiankę podałam z morelami, jagodami z posypką z nasion i syropem klonowym. Eh... jutro rano gotuję taką samą;).



niedziela, 12 kwietnia 2015

Wegańskie muffiny owsiane z jabłkami

Dostałam wór jabłek i je przerabiam. Nie jestem fanką szarlotek, za to uwielbiam wszelkiego rodzaju muffiny, poza tym stwierdziłam, że trzeba zacząć myśleć o sezonie plażowania... Postanowiłam upiec zatem coś zdrowego - muffinki, które można wcinać (oczywiście w rozsądnej ilości) bez wyrzutów sumienia:). 
Piekłam już wegańskie muffinki, ale na bloga się jeszcze nie dostały bo za każdym razem oprócz tego, że były smaczne, to nie byłam z nich do końca zadowolona, bo nie miały dobrej konsystencji i się nieco rozsypywały. Ten przepis z dodatkiem zmiksowanego agrestu i siemienia lnianego w zastępstwie jaj jest moim pierwszym wegańskim ciastkiem, z którego jestem zadowolona - muffiny są przyjemnie wilgotne i nic a nic się nie kruszą.




Owsiane muffiny z jabłkami

200 g zmiksowanych blenderem owoców agrestu z kompotu (ewentualnie musu jabłkowego)
220g mąki żytniej razowej
150 g płatków owsianych
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1/4 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki cynamonu
1/4 łyżeczki rozgniecionego w moździerzu kardamonu
szczypta imbiru
1/2 kubka mleka kokosowego zmieszanego z sokiem z połowy cytryny
1 łyżka mielonego siemienia lnianego zmieszana z 3 łyżkami wody
1/2 kubka cukru brązowego
1/2 kubka syropu z agawy
1/2 kubka roztopionego oleju kokosowego
2 średniej wielkości jabłka


1. Mąkę i płatki owsiane wymieszałam z proszkiem do pieczenia, sodą oczyszczoną, solą i przyprawami.
2. Mleko kokosowe zmieszane z sokiem cytryny zmiksowałam z agrestem, olejem kokosowym, siemieniem lnianym, które napęczniało pod wpływem wody i stało się lekko galaretowate, cukrem i syropem z agawy.
3. Suche składniki zmieszałam z mokrymi.
4. Jabłka posiekałam w kosteczkę, zmieszałam z ciastem.
5. Piekłam muffinki w temperaturze 200 stopni przez około 18 minut.









czwartek, 2 kwietnia 2015

Barszcz ukraiński mojej mamy

Zawsze gdy mama przyjeżdża z Ukrainy na wakacje czy święta do Polski, proszę ją by ugotowała mi barszcz ukraiński. Tym razem też była tak kochana i zrobiła mi moją ulubioną zupę, a ja zaglądałam jej przez ramię i zanotowałam dokładnie przepis. Ten barszcz jest bardzo gęsty i sycący, pięknie zachowuje kolor buraków. Ja lubię go jeść z pajdą świeżego chleba z chrupiącą skórką, posmarowaną masłem prosto z lodówki.
Z podanych proporcji ugotujecie wieeeelki, sześciolitrowy gar zupy - z racji tego, że to dosyć pracochłonne danie, myślę, że nie warto zawracać sobie głowy mniejszą ilością barszczu. A odgrzewany na drugi dzień też jest pyszny!



























Barszcz ukraiński

3 litry buliony warzywnego
1 średniej wielkości pietruszka
1/2 średniej wielkości selera
2 marchewki 
1 duża cebula
3 ząbki czosnku
1/2 średniej wielkości kapusty
5 średnich ziemniaków
6 średniej wielkości buraków
1 puszka czerwonej fasoli
5 łyżek oleju
1 kubeczek śmietany 18%
4x ziele angielskie
2 listki laurowe
sól, pieprz
1 łyżka octu spirytusowego
odrobina sosu sojowego


1. Buraki należy ugotować w mundurkach i poczekać aż ostygną. Ostudzone obierz i zetrzyj na tarce o grubych oczkach.

2. Pietruszkę, seler, marchewkę, cebulę, czosnek, ziemniaki pokrój w kostkę, kapustę posiekaj. Warzywa wrzuć do bulionu, dodaj ziele angielskie i liść laurowy i gotuj do miękkości. Jak warzywa są już miękkie, dodaj do zupy fasolę.

3. Na oleju podsmaż starte buraki, jak zaczną bulgotać dodaj do nich śmietanę i zamieszaj. Poczekaj aż buraki zagotują się ponownie ze śmietaną - taką gorącą masę buraczaną przelej do garnka z wywarem i warzywami. Dodaj do zupy łyżkę octu spirytusowego. Tak potraktowane buraki zachowają swój piękny kolor. Dopraw zupę do smaku solą, pieprzem, odrobiną sosu sojowego.